Upały mnie dobijają... ale o tym za chwilkę....
Dostałam paczuszkę z mojego pierwszego w życiu wygranego candy u Ani z Niesfornych Szmatek. Przepiękny przybornik, którego już używam i który jest w rzeczywistości o wiele większy niż przypuszczałam :):
Dodatkowo Ania sprezentowała mi ptaśka cudnego i było też coś na ząb, ale do zdjęcia nie doczekało :):
Zapisałam się też u Mysi na kolejną zabawę SAL'ową - Koci Kalendarz projektu Margaret Sherry. I choć obrazki są z gatunku bardzo wymagających, nie mogłam sobie odmówić bo Pani Sherry to moja najulubieńsza wymyślaczka wzorków:
A na froncie hafcikowym, no cóż ostatnio marnie. A to za sprawą kiepskiego samopoczucia i między innymi puchnących łapek - ciężko trzymać kanwę i machać igiełką. Ale sprawczyni niedyspozycji już niebawem da odpocząć, bo....
niedługo zwolni mnie z obowiązku bycia osobistym inkubatorem :). A na zdjęciu to ja z jeszcze nie ujawniającą się Helenką.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę dużo chłodnego wiaterku w te upały - hihihi przynajmniej sobie.
