Jak zaczęłam wyszywać to nic mi się w nim nie podobało... - dopiero backstitch'e uratowały sprawę. Poniżej obrazek w wersji mulinowej ukończonej:
Zbliżenie na czerwoną szpileczkę:
oraz na zdobienie sukni - wykonane jakże ukochaną przez wszystkie haftujące muliną metalizowaną (myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok):
A potem nadszedł stresujący moment z gatunku wstążek i perełek (te okazały się jak na mój gust troszkę dużawe, ale że innych nie mieli w okolicy trzeba się zadowolić tym co jest):
Najbardziej miałam stracha przy wstążeczkach - ale nie było tak źle:
I na sam koniec moja duma - bukiet róż:
Z efektu końcowego bardzo jestem zadowolona i wyciągnęłam cenną lekcję - nie należy się bać łączenia różnych technik w haftach. Obrazki nie muszą zawsze trafiać w ramkę i pod szkło - chyba dojrzewam powoli do zrobienia mojego pierwszego pinkeep'a :).






