środa, 18 lipca 2012

Pierwsza hafciarska porażka...

A jednak, a wydawałoby się, że już mi tak dobrze szło i uniknę większych wpadek... No cóż... zacznę od początku.

Jestem wielką fanką projektów Pani Margaret Sherry - no tak mam i już :). Z wielką przyjemnością zatem przyłączyłam się do bloga skupiającego osoby z podobnymi zainteresowaniami i pisałam o tym tutaj. Z jeszcze większą przyjemnością zapisałam się na tym blogu na SAL'ową zabawę, której to tematem jest wyszycie 4 zawiadiackich kociaków.

Plan miałam wspaniały - przynajmniej tak mi się wydawało. Zamarzyła mi się torba na zakupy ozdobiona SAL'owymi kociakami. Drogą kupna nabyłam bawełnianą torbę oraz zaopatrzyłam się w kanwę rozpuszczalną i żwawo przystąpiłam do pracy.... Okazało się że kanwa rozpuszczalna i ja nie jesteśmy kompatybilne....

Wyszła katastrofa....




Kanwa zamiast się rozpuści skleiła mi nitki muliny i opłakany efekt widać dość wyraźnie.... Nie wiem, może to ja coś nie tak zrobiłam.... Może źle, że haftowalam na bawełnie?


Praca generalnie nadaje się do wyrzucenia, szkoda tylko czasu jaki poświęciłam. Ale co mnie nie zabije, to mnie wzmocni :). Bogata o nowe doświadczenie i tak mam zamiar sobie tę wymarzoną torbę jakoś sprawić!

poniedziałek, 2 lipca 2012

Pierwszy Powell, co prawda mini, ale zawsze to coś :)

Poczyniłam maleńki obrazek Pana Powella - bardzo mi się podoba jego styl i wiele prac, które można wyhaftować. Chciałam spróbować, czy będzie mi się dobrze wyszywało takie projekty zanim przystąpię do czegoś większego. Oczywiście, haftowało się super :).


Hafcik jest malutki, może wykorzystam go na jakąś kartkę z gratulacjami....

Ale zdecydowanie jestem na tak, jeśli chodzi o projekty Pana Powella!!!

Chciałam Wam jeszcze pokazać jak u mnie wyglądała najdłuższa noc w roku - tak spektakularnej burzy w swoim życiu jeszcze nie widziałam:



Grzmiało i błyskało długo w nocy, aż czasem ciarki po plecach tak same przelatywały :).

Po fali upałów teraz mamy deszczowy poniedziałek, więc życzę wszystkim miłego dnia i lecę zaparzyć sobie kawusię :D



wtorek, 19 czerwca 2012

Wakacyjny konkurs u Edi

Edi na swoim blogu serdecznie zaprasza na wakacyjny konkurs


Pomysł już mam, teraz tylko wydrukować wzorek, skompletować mulinki i machać igiełką :)

Pozdrawiam wszystkie dzielne Hafciarki :)

niedziela, 17 czerwca 2012

Calamit - tea - czyli nieszczęsny czajniczek - A Dictionary of Tea ~ 1 ~

Tak, tak - pierwszy z czajniczków zadomowił się wygodnie na mojej kanwie. Sam czajniczek wyszywało się bardzo przyjemnie, napis tytułowy był natomiast... lekko monotonny :). Ale dotrwałam do końca i z dumą prezentuję:


Czajniczek jest nieszczęśliwy, bo po przejściach niefortunnych :


Ale tak sobie myślę, że musi to być bardzo ulubiony czajniczek, bo niejedno ma już za sobą - przewiązany uchwyt, spore pęknięcie, uszkodzona przykrywka no i ten biedny dziubek.... Mimo wszystko trzyma się jak może :).

Jutro mam w planach wyprawę na pocztę.... zobaczymy jak z moimi 50 wyuczonymi słowami po niemiecku uda mi się nadać list do Polski :).


A teraz taka malutka dygresja co do Euro w sensie nie waluty ale rozgrywek piłkarskich. Wczoraj naszła mnie taka refleksja, że w sumie mieszkają dookoła ludzie ze wszystkich stron świata, zatem zawsze gdzieś w okolicy jest reprezentant drużyny zwycięskiej :). I wczoraj do bardzo późnych godzin nocnych Grecy dawali upust swej radości - jeśli to była gra o wejście do ćwierć finału, to boję się co będzie jak wygrają puchar.... A dziś za piłką pobiegają Niemcy - zobaczymy jak się będą zachowywać ludzie i Portugalia o czym przypomina flaga wywieszona w oknie naprzeciwko naszego :).

Z piłkarskim pozdrowieniem
Plichcia

środa, 13 czerwca 2012

Stuttgart, Stuttgart...

Dziś mija 15 dzień odkąd zamieszkaliśmy w nowym miejscu. I może to dziwnie zabrzmi, ale mam nieodparte wrażenie, że to miejsce i ja jesteśmy dla siebie stworzeni :). Decyzja o przeprowadzce była mocno spontaniczna i od pierwszej rozmowy do wyjazdu minęły zaledwie 2 miesiące.... Ale póki co jestem absolutnie zachwycona.

Oczywiście wiele zmian dopiero przed nami, ja muszę opanować język - póki co potrafię powiedzieć, że mam ochotę na kawę i zapytać jaki chcesz zobaczyć film :). Ale głęboko wierzę, że uda mi się go opanować!!!

A czas tu płynie inaczej, jakby wolniej, powietrze zdecydowanie czystsze, dużo zieleni, ludzie ze wszystkich stron świata, ciągle śpiewają ptaki i czasem nawet papugi przelatują robiąc awantury.
Robótkowo działam i owszem, ale pokażę co xxx jak skończę.

Póki co przesyłam gorące pozdrowienia z mojego nowego miejsca na ziemi :)


(zdjęcie zaczerpnięte z czeluści internetu)

sobota, 12 maja 2012

Nie ma to jak herbatka...

Powoli zbieram siły na nowe hafciki równocześnie mam w planach ukończenie tych, które obecnie zalegają w pudełku :). Ale jak każda hafciarka, która zakosztowała kiedyś zabawy w RR i ja z tym uzależnieniem walczę....czy skutecznie.... chyba tak, zważywszy, że na wiele z nich się nie pokusiłam.

Jednakże w przypadku wszelakich "Dictionary of..." dopadła mnie trudność z opanowanie i ... zapisałam się. Bawić się będę w doborowej ekipie, zabawę organizuje nikt inny jak Marysia - Moteczek. Cieszę się jak nie wiem co!!!!

Będziemy haftowały "A Dictionary of Tea":


Jeśli ktoś miałby się ochotę przyłączyć - serdecznie zapraszamy zostały jeszcze wolne miejsca !!!!

A ja wracam niestety nie do xxx, ale do wielkiego pakowania - pod koniec miesiąca PRZEPROWADZKA :). 

wtorek, 10 kwietnia 2012

Powrót.... :)

Oj chwileczkę, tylko tu poodkurzam i pajęczyny pozdejmuję :)....

Dawno, daaaawno mnie tu nie było. Zachorowałam na "awerso-krzyżyki" - nie przypuszczałam, że aż tak mnie od haftowania odrzuci. Wstręt absolutny, nie wiadomo skąd przyszedł, ale najwyraźniej sobie poszedł, bo tak najzwyczajniej w świecie za kanwą i mulinkami zatęskniłam :).

W związku z ową przypadłością wycofałam się z wszelakich zabaw SAL'owo -  RR'owych. Zawsze wychodziłam z założenia, że moje haftowanie ma być przyjemnością i to hobby dla mnie, a nie ja dla niego. Widać tak musiało być.

Ostatnia rzeczą, którą poczyniłam była TUSAL'owa haftowanka, którą jeszcze w grudniu przesłałam. I od tamtej chwili cisza..... A propos TUSAL'a tegorocznego, to już lipa, bo ani nie prezentowałam regulaminowo słoiczka, ani nic nie stworzyłam, więc słoiczek pusty :). 

Choć sama nie tworzyłam wróciła do mnie już jakiś czas temu kanwa z mojej pierwszej zabawy RR:


Dziękuję wszystkim dziewczynom za tak wspaniałą zabawę!!! Jak widać na zdjęciu praca jeszcze mocno "robocza" z nitkami pomocniczymi, niewyprasowana i bez wyhaftowanego środka. I tu się zastanawiam - a może zegar kuchenny poczynić? To by było piękne tło i zawsze by mi przypominało, że na świecie jest tyle fajowych Hafciarek pozytywnie zakręconych :).

Jeszcze raz dziękuję:

Hanulkowi - dodatkowo buziaki za herbatki i miłą karteczkę
Cince !!!!! - Marta to dzięki Tobie mogłam się tak superowo bawić !!!
Gabrysi - genialnej organizatorce :)
Little Princess - buziole za słodkości!!!!


Odwiedzając Wasze blogi dawno już zauważyłam, że większość z Was podpisuje publikowane zdjęcia. Zawsze mi się to podobało i owszem, ale szkoda mi było czasu żeby nad zdjęciem popracować.... Do czasu aż przeglądając różne blogi natknęłam się na zdjęcie wykonanej przeze mnie pracy z enigmatyczną informacją, że ktoś je gdzieś tam znalazł i szuka projektu do tego obrazeczka i prosi o pomoc.... Oj bardzo mi się przykro zrobiło, nawet ta osoba nie napisała, że to moja praca czy też z mojego bloga zdjęcie zaczerpnięte. Przecież chętnie wzorkami się dzielimy między sobą, na blogu jest mój mail  - wystarczyło napisać.... Cóż, dla mnie przestroga, żeby pilnować swojego - co czynię i od dziś podpisuję zdjęcia.

Pozdrawiam Was ciepło i się zastanawiam, czy ktoś tu jeszcze wpada z wizytą???